Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w istocie znalazłem je bardzo ściśle obliczone, i od razu mogłem zmiarkować, że ze swoich dokładać przyjdzie, Dziękowałem więc przezorności matki dobrodziejki, iż mnie uprowidowała. Z góry zaś, wyliczając mi strawne i na konie, pan Wardeński zapowiedział żebym się rządził jak chcę, ale żadnych potem pretensyi nie wnosił o dodatki, suplimenty i indemnizacje, bo tych niedostanę.
— My tu, rzekł — takie mamy ciężary, niesłychane; a i pani Hetmanowa potrzebuje tak dużo, iż ledwie nastarczyć można...
Sam też w kilku dniach tych przekonać się mogłem, iż Hetman oprócz osobistych wydatków, miał do dźwigania i publiczne, bo ze swej szkatuły wojsku często płacił, gdy szemrało, prochy swoje własne i działa dawał...
Słowem, nauczyłem się tu wiele w krótkim czasie choć nie wszystko rozumiejąc.
Ze Lwowa razem jechaliśmy, Hetman do obozu pod Gliniany, a ja do Warszawy naprzeciw Jegomości.
Gdym się po tych szumie i zgiełku znalazł sam jeden na gościńcu, z wyrostkiem i masztalerzem, sam sobie pan znowu, aż mi się lżej zrobiło.
W drodze pospieszałem jakem mógł, ale koni zaoszczędzając, bo koń dla szlachcica to więcej niż drugie nogi, — bez niego, ani kroku.
Przypadku dzięki Bogu niebyło żadnego, tyle tylko co z podkowami się kłopotać musiałem, choć zapaśne miałem, bo nie wszędzie się kowal znalazł, a nie raz dla niego z gościńca w bok trzeba było skręcić.
Mało to mnie opóźniło i w Warszawie stanąłem