Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pełnie zdrów był i leki jakieś bierał, krew często puszczał, wody mu różne z za światu sprowadzano do picia!! Z twarzy zaś tego bynajmniej wyczytać nie było można.
W tych pierwszych dniach małom, ja tu co mógł wyrozumieć, później dopiero wszystko mi się jaśniej przedstawiło.
Człowiek mi się wydawał najszczęśliwszy w świecie, na równi z królem lub więcej nad niego mogący, gdyż wojsko całe w ręku miał, a w Senacie co najprzedniejsi z nim trzymali — w dostatki zdawał się opływać, żona jak anioł piękna. Czegoż mógł pragnąć?!
A w istocie samej — troski go jadły, pokoju nie miał. — Na oko się prezentowało wszystko jak nie można piękniej i lepiej, a pod tą pozłotą...
Ale ja wówczas tego jeszcze wcale nie rozumiałem, tylkom wielką potencję mego pana czuł i widziałem, a winszowałem sobie że mnie pan Chorąży Sanocki tu umieścił.
Zapowiedziany mając wyjazd do Warszawy na przeciw pani Hetmanowej, musiałem czekać na listy, które nie rychło przygotowano. — Ale zdawało się nie odmiennem że mnie z niemi nie kogo innego odprawi, boć wolał pozbyć się mało znajomego, niż jednego z tych do których był nawykłym.
W ciągu dni tych miałem czas lepiej się tu rozpoznać i rozsłuchać, choć nie rozumiałem ani części tego co się koło mnie obracało.
Panowie Senatorowie, panie też nieustannie do Hetmana przyjeżdzali, z któremi żywe rozmowy po francuzku się wiodły, — które często i listy już gotowe zmieniać zmuszały, bo tu się jakichś intryg różnych