Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Król drapnął... skarbiec wywieźli... W Warszawie Szwed, w Poznaniu Szwed, w Wilnie drugi taki przyjaciel gospodarzy, ratunku znikąd niemasz... a komputowym gardła dawać każą!
— Nie bez racji! — mruknął ktoś z bliższych. — Nie bez racji!
Rożańskiemu świerzbiał język... zbliżył się do stołu i pięścią palnął po nim...
— Wolno waszeci, mości eks-dominikaninie, — krzyknął — wolno też i mnie słowo rzec — a waszmość panowie a bracia posłuchać raczycie! Króla obwiniasz — co on winien? alboż go nie opuścili tacy, jak waść albo jego i Rzeczypospolitej nie zdradzono? Pieniędzy chcecie? Zapłaciliścież do skarbu, co do was należało? Nie króla to sprawa, ale nasza własna, której bronimy. Przysięgliśmy mu posłuszeństwo... daliśmy mu dobrowolnie berło w ręce... a teraz go opuszczamy? Nie ohydnież to? nie szkaradnie? Chcecie lutra... mówicie, że on wam nie zaszkodzi? a kiedyż u nas na tronie heretyka widzieliście? Nie o lonungu nam myśleć, ale o tem, by sławy poczciwej utraconej poprawić narodowi...
— Ho! ho! ho! — zaczęto wołać z boków: regalista się wyrwał... słyszeliście... a cicho tam! a stul gębę!
Pracki ze stołu nie ustępował...
— Jużeś też się wygadać musiał — przerwał, śmiejąc się gniewnie... — Ani się ja waści dziwuję, mości Wacku Rożański — z dziadów pradziadów wisieliście przy dworze i lizali pańskie talerze, toćby niewdzięczność była inaczej śpiewać...
Rożański szablę podniósł.
— Pracki, — zawołał — mamy z sobą na pieńku.
— Z miłą wolą! — odparł husarz — znajdziemy się jeszcze. Wolno waści o swym groszu iść i bić się na ochotnika, nie bronię. Ja nie mam o czem... głodny nie pójdę.
— Pracki, praw! — wołano około stołów —