Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


słysząc choć urągający ale głos ukochany dawno i miły... Trzeba mieć litość nad nimi... bo któż z nas pewien, że sam współczucia i litości potrzebować nie będzie?
Wraca mi ta piosnka nieustannie na usta... niestety wiele widziałem nędz, a nadto obojętności na nie.
O współczuciu dla nas mieszkańców tutejszych ledwie wspomnieć można, w istocie nie mieliśmy go nigdy, ani na chwilę... obawa o to, byśmy nie spadli na Saxonią całem brzemieniem i nie ogłodzili jej, a nie skompromitowali politycznie... przemagała nad słabem bardzo uczuciem ludzkiem.
Jeden jeszcze powód przyczyniał się do obojętności; obawiano się, aby sympatya dla nas nie odstręczyła od Drezna zamożnych przybyszów z północy; zręczni ichmościowie rozpuszczali o tem pogłoski