Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ków codziennych wywiera wpływ niezmiernie szkodliwy. Rzemieślnik jeśli ustąpi na chwilę miejsce jego natychmiast jest zajęte, inne ręce już mu pracę odebrały, trzeba jej szukać dalej... Traci czas, traci wprawę, klientów swych itp. Dla tego rycerzem mu się zostać nie chce... Dopóki Turnvereiny zajmują mu przyjemnie kilka dni wrzawliwej przejażdżki, bardzo ochotnie słucha mów o niemieckim Vaterlandzie, ale gdy zaczną powoływać rezerwy, gdy od warstatów przyjdzie się na dłużej absentować, mruczy obywatel patryota, bo musi w ofierze ojczyznie dać życie nie tylko swoje na placu boju — ale całej swej rodziny, którą pracą rąk żywi. Jak skoro warstat stanął, robota przerwana... jeść nie ma co... a na głodno najtęższy patryotyzm nie wytrzyma... Rozumi się niemiecki, polski umie się obejść bez chleba,