Strona:Józef Birkenmajer - Poszumy Bajkału.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Buran[1].

Z za horyzontu wypadł w rozhukanym pędzie —
W pobladłem słońcu zaślnił matowym rozbłyskiem,
Rozbił niebo i sypnął nieba mrowiskiem:
Śniegiem, co się rozproszył, jak puchy łabędzie.

Spadł na ziemię — o lasów otarł się krawędzie —
Rozśmiał się urągliwym skowytem i piskiem —
Przeciągnął ponad siołem, przyziemnem a niskiem
Zniszczenie, śmierć lub trwogę rozsiewając wszędzie.

Rozmiótł śniegi po polach — wił zawrotne młyńce —
Zatarł, jak napis kredy, szerokie gościńce —
Rzeki, lodem nakryte, białą pianą zalał —

Wdarł się w jamy, gdzie ptaki i zwierzęta ziębną...
Zasypał co niewielkie, co wielkie — rozwalał.
Wkońcu triumf swój wrzawą ogłosił stugębną.







  1. Buran — silna zawierucha śnieżna, kurniawa.