Strona:Józef Birkenmajer - Poszumy Bajkału.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ujście Angary z Bajkału.

Pędzi w dół, gromem huczy i wód ciska nawał
Rzeka, córa Bajkału — Angara ma imię —
Co jak lód zimna w lecie, nie zamarza w zimie,
Jakby się z praw przyrody nurt jej naigrawał...

W potopie pian kipiących, w mgły rozpylnym dymie,
Widnieje granitowej skały nagi kawał...
Wzniósł hardo głowę — jakby się grozą napawał,
Lub chciał powstrzymać w pędzie to źródło olbrzymie...

Skała ta — [tak mi kiedyś szamani mówili] —
Jest przez samego Boga stawioną zaporą,
By dna nie odsłoniło bajkalskie jezioro.

Lecz gdy pod fal naciskiem głaz ów się przechyli
[Jeśli ludzkie bezprawia miarę już przebiorą]
Cały świat w wód zalewie zginie w jednej chwili...