Strona:Józef Birkenmajer - Polemika.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
648
POLEMIKA

ta bajka czemkolwiek się zaleca — żadne studja, greckie czy inne, choćby najgłębsze, nic nie pomogą, o te dwie skały rozbija się arcykruche czółenko autorskie. Więc milczy autor o Długoszu, badaczu i człowieku całkiem innej miary niż Łaski; Długosz, najsumienniejszy ze szperaczy, o tej bajce nic nie słyszał, bo ją dopiero Łaski r. 1506 urbi et orbi ogłosił, powołując się wzorem wszystkich fałszerzy średniowiecznych na źródła, których ani on ani nikt inny nie widział na oczy (podobnie powołał mistrz Wincenty nieistniejący zbiór listów Macedończyka), O BR zahaczały wszelakie fałszerstwa, przed półwiekiem odkrył Liske sfałszowanie dokumentu, niby czternastowiecznego, o jej odspiewywaniu; Łaski dopełnił miarki; ostrożny Kromer nie napisał też, co Łaski twierdził, że jej autorem jest św. Wojciech, napisał: ferunt! Długosz wiedział, że BR jest patrium carmen i nic więcej, ależ to starczyło; był czas, kiedy BR była jedną pieśnią kościelną polską, śpiewaną więc przy każdej sposobności, w katedrze czy na polu walki, na Beże Narodzenie (ależ nie dla niego BR powstała, jak Łoś mylnie przypuszczał) czy na Wielkanoc przed kazaniem niedzielnem czy przy procesjach, zupełnie taksamo jak przy czeskim hymnie Hospodine etc.; moje słowa o czeskim hymnie przedstawił miłośnik prawdy tak, jakbym ja o BR powiedział, przecież zakończył własną odpowiedź o BR, cytując moje słowa odnoszące się tylko do Hospodine, co starannie przemilczał. I to przyczynek do „metody“ miłośnika prawdy. Że biskup, raczej mistyk i asceta, który służył kościołowi powszechnemu, przenigdy specjalnemu (narodowemu), dla swoich Czechów czeskiej pieśni nie złożył, ale dla Polaków polską, to mógł zmyślić Łaski r. 1506; powtarzać to bez dowodów w r. 1935, jest nonsensem; że zaś język BR o XIII wieku świadczy, o tem może autora pouczyć byle polonista.
Te fakty (autograf Thietmara; bajka Łaskiego) wystawiłem bez „szyderstw“ i „wymyślań“, o jakie mnie miłośnik prawdy pomawia, nie mojaż wina, że one go tak ukłóły. Pisałem zaś recenzję (umyślnie krótką, gdzież satysfakcja wojować z wiatrakami?) ostro, bo dowiedziałem się z boku, że fantazje autorskie w Krakowie i Warszawie mają powodzenie, co bardzo smutnie świadczy o naszych zdolnościach krytycznych, należało więc wyrwać zielsko z korzeniem, aby nam niwy literackiej nie zachwaszczało — periculum in mora! Dla krótkości pomijam wszelkie inne fantazje autorskie (np. Bogurodzica czy jak?), nadmienię jeszcze, że nie myślę psuć autorowi uciechy wygodnego jeżdżenia po moich domysłach z przed lat trzydziestu, których, o czem miłośnik prawdy wie doskonale, dawno się wyrzekłem; dodam jednak, dla jego uspokojenia, że te moje dawne i marne domysły są zawsze jeszcze stokroć dorzeczniejsze, niż jego świeże a marne fantazje.

Berlin Aleksander Brückner


Na replice Aleksandra Brücknera polemikę zamykamy.
Redakcja