Strona:Józef Birkenmajer - Moi przyjaciele.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Świnia.

Niechlujna świnka, prawda to, dziecię,
Ale z niej matka najczulsza w świecie,
Chociaż ma liczne nieraz prosięta,
Ale o każdym dobrze pamięta.

Biada, gdy obcy podejść się waży,
Maciory oko zaraz się jarzy,
I choćbyś zbrojny był tęgim kijem,
Zaraz ci grozi potężnym ryjem.


Polowanie.

Gdy pan z kołka strzelbę bierze,
Znak, że będzie polowanie.
Cieszy się nasz Nero szczerze.
Nero w domu nie zostanie.

Idzie naprzód, węszy, tropi
I wypłoszy wnet zwierzynę
Z żyta, owsa, czy konopi,
Z pszenicy, czy z koniczyny.

Drżyjcie, sarny i zające,
Kuropatwy i przepiórki!
W lesie, w polu, czy na łące
Dosięgnie was strzał dwururki.