Strona:Józef Birkenmajer - Mój przyjaciel Sań Fu.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedliwości! w całej prowincji Jen-dou sprawiedliwości niema ani za pół kasz (drobna chińska moneta). Oni wszyscy źli! jak Jań-czen! Kapitana! czyś ty miał kiedy żonę... kobietę?
Na pierwsze odpowiedziałem przecząco, zgodnie z prawdą; co do drugiego się zawahałem, tak, iż wypadło coś ni w pięć ni w dziewięć.
— Pewno to siostra twoja z tobą do mojego sklepu przychodziła, kapitana? Jeżeliś żony nie miał, to nie miałeś jeszcze kobiety. A ja miałem... Była tak drobna, jak ta madamka, co z tobą tu była... i czarne takie włosy miała... i oczy też czarne, tylko nie takie, jakie mają wasze kobiety, szerokie i otwarte, ale jak te kosaśce, na kiachteńskiej rosnące drodze: wąsko ścieśnione, obramowane brwią ciemną, szeroką — i od tła śniadych lic, niby od piasków pustyni Sza-mo, odbijające...
Stary mój, poczciwy przyjacielu Sań-fu! tyś był niegdyś młody!...
— Czy w twoim kraju zachodzącego słońca, kapitana, kobiety jak u nas, służebnicami rozkoszy swych mężów? Czy są tak wierne, jak u nas, czy są tak we wszystkiem uległe woli pana domu?... Kapitana jeszcze nie miał kobiety, nie... I ci biali ludzie, którzy są tutaj, też kobiet nie mają — to kobiety ich mają, żony mają mężów, nie mężowie żony. Kobiety nie klękają przed mężczyzną, nie zaspakajają jego pragnień — ale wy słabi przed niemi klękacie, usługujecie im, spełniacie ich zachcianki. Dlatego wam nie żal tej niewoli, dlatego kobiety tak łatwo zdradzacie, by się pozbyć ich ciężaru i one was zdradzają,

11