Strona:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
– 20 –

na!... Niech wszystko tańczy, niech wiedzą, że się żeni Stach Szymota z Maryną od Głowniów!
Raz po raz parobczak z nową jakąś wystąpił śpiewką, zawadjacką, rozhukaną, a godzącą w którąś z obecnych dziewczyn. Kiedyindziej znów starzy ojcowie, mocno już w czubie mający (Siara nie skąpił wódki) przekomarzali się z sobą lub w głos chwalili młodożeńców. Swachny chichotały po kątach, a ukradkiem zerkały na parobczaków: A pódzino do taneczka!
Czasem przycichało na chwilę... i tylko było słychać brzęk kieliszków, któremi trącano się na zdrowie, lub ktoś za wiele wypiwszy, pochrapywał za stołem. Ale za chwilę znów zgiełk wybuchał. Pary się przewijały, niby owe płomyki, co zimą jeden przez drugi harcują na ognisku. Wrzało w izbie — było duszno, niemal skwarno. Twarze i oczy rozgorzały — parobcy lgnęli do dziewuch, jak ćmy do świecy. Wszędy był szum — w izbie i w głowach... A muzykusy dudlili, dobrze podochocone, jakby im ręce same chodziły — ciewy!...
Na drodze dzwonek się ozwał, zrazu daleki, potem coraz bliższy, później było słychać i turkotanie bryczki. To jechał jegomość z Pan-