Strona:Iliada3.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z berłem, złotém i żebrał wszystkich Greckich panów,
A naybardziéy Atreyców dwóch związku hetmanów.
Wtedy wszyscy Danaycy zgodnie mu sprzyiali,
Uczcić kapłana, przyiąć okup doradzali.
Lecz sam król Agamemnon, co mu nie wsmak było,
Zle zbył starca i przydał zapowiedź niemiłą.
Zjątrzony starzec odszedł. Feb modlitwę iego
Wraz wysłuchał, bo ma w nim kapłana lubego,
I uderzył Argiwów zaraźliwą strzałą,
Od którey codzień mnóstwo ludu wymierało.
Szły przez rozległy obóz gęsto boskie groty,
Nam wyiawił gniew Feba wieszczek znaney cnoty:
Jam się piérwszy odezwał, żeby błagać boga,
Na móy wniosek Atreyca złość ogarnie sroga,
Powstał przeciw mnie z groźbą, którą iuż spełniono.
Czarnookie Achiwy córę uwolnioną
Wiozą oycu do Chryzy i dla boga dary;
A Agamemnon szuka swéy zemście ofiary.
Dziewicę, co mi dano, córę Bryzeusza,
Poselstwo wyniśdź z mego namiotu przymusza.
Ty matko! ieśli możesz, wesprzéy dziecię twoie,
Idź do Jowisza z prośbą w niebieskie podwoie,
Jeśliś słowem lub rzeczą serce mu pieściła.
Bom słyszał w domu oyca, iakeś się chlubiła,
Że samey z nieśmiertelnych wybawienie siebie
Tobie winien Saturniec z srogiey klęski w niebie.