Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kwiat był wązki,
Schły gałązki,
Już i rdzeń od wilgoci zaczynał się psować.
Treba się było ratować.
Gdzie się piąć? były żerdzi, ale je ominął;
Jął się chwastu i zginął.


CXII. PUHACZE.


Małżonka puhaczowa, męża swego godna,
A więc płodna,
Urodziła sześć sowiąt, puhaczków też nieco.
Zrazu słabe, dalej lecą,
Raz, gdy na zwykłe igrzyska
Ponad puste stanowiska
Nabujawszy się do sytu,
Wróciły do swego bytu,
To jest w dziurę przy kominie:
Pani matka w córce, w synie,
Wnukach, wnuczkach spoważniona,
Przyjmując do swego łona,
Jakto zawsze panie matki,
Rzekła: Cóż tam moje dziatki?
Cóż tam słychać? —
A więc wzdychać:
Za naszych czasów wszystko coś szło sporzej,
Teraz razwraz wszystko gorzej. —
W tej tak wielkiej troskliwości
Najmłodsze puhaczątko, faworyt jejmości,
Ozwało się: Jakeśmy tylko wyleciały,
Wszystkie ptakie zaniemiały,
W kąty każdy jął się cisnąć,
Żaden nie śmiał ani pisnąć,