Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


L. SŁOWIK I SZCZYGIEŁ.


O prym, kto lepiej śpiewa, szedł szczygieł z słowikiem;
Stanęli więc obadwa przed sędzią czyżykiem.
Wygrał szczygieł, zadziwił wszystkich dekret taki.
Zleciały się natychmiast do słowika ptaki. —
Żałujem cię, żeś przegrał, czyżyk sędzia zbłądził. —
A ja tego, rzekł słowik, który mnie osądził.


LI. KOMAR I MUCHA.


Mamy latać, latajmyż nie górnie, nie nisko. —
Komar muchy tonącej mając widowisko,
Że nie wyżej leciała, nad nią się użalił.
Gdy to mówił, wpadł w świecę i w ogniu się spalił.


LII. SŁOŃ I PSZCZOŁA.


Niechaj się nigdy słaby na mocnych nie dąsa.
Zaufana tem pszczoła, że dotkliwie kąsa,
Widząc, iż słoń ogromny na łące się pasie,
A na nią nie uważa, choć przybliżyła się:
Chciała go za to skarać. Gdy kąsać poczęła,
Cóż się stało? słoń nie czuł, a pszczoła zginęła.


LIII. LIS I OSIEŁ.


Lis stary, wielki oszust, sławny swem rzemiosłem,
Że nie miał przyjaciela, narzekał przed osłem. —
Sameś sobie w tem winien, rzekł mu osieł na to,
Jakąś sobie zgotował, obchódź się zapłatą.
Głupi ten, co wniść w przyjaźń z łotrem się ośmiela.
Umiej być przyjacielem, znajdziesz przyjaciela.


LIV. ORACZE I JOWISZ.


Posiał jeden na górze, a drugi na dole.
Rzekł pierwszy: Pragnę deszczu; drugi: Suszę wolę.