Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Walkirje, dziewice spotniałe i cuchnące wydzielinami z pachwin, zaczynają galopować z chmury na chmurę, podniecając wrzaskiem mężczyzn, aby im dostawiali trupów, zwieszających się jak sakwy z zadów ich skrzydlatych rumaków.
— Religijność germańska — ciągnął dalej Rosjanin, — jest przeczeniem chrystjanizmu. Dla niej ludzie nie są równi przed obliczem Boga. On uznaje tylko silnych i dopomaga im swoim wpływem, by się ważyli na wszystko. Ci, którzy się urodzą słabymi, muszą poddać się lub zniknąć. Narody również nie są równe: dzielą się na narody przewodniczące i narody upośledzone, których przeznaczeniem jest uledz i dać się zawojować tamtym. Nie potrzeba chyba dodawać, że wielkim, przewodniczącym narodem są Niemcy.
Argensola przerwał mu. Pycha niemiecka nie opierała się wyłącznie na swoim Bogu; odwoływała się również do nauki.
— Znam to — przerwał Rosjanin, nie dając mu dokończyć. — Determinizm, nierówność, wybór, walka o byt. Niemcy tak dumne swoją wartością, budują na cudzym gruncie swoje intellektualne pomniki, zapożyczając od cudzoziemców materjał cementujący, ilekroć wznoszą nowe dzieła. Francuz i Anglik, Gobineau i Chamberlain dostarczyli im argumentów do obrony wyższości ich rasy. Z okruchów pozostałych po Darwinie i Spencerze ich stary Haeckel ulepił im „monizm“, doktrynę, która zastosowana do polityki, uświęca naukowo pychę niemiecką i przyznaje im prawo do panowania nad światem, jako że są najsilniejsi.