Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 23 —

nie daje spokoju: — Ny, to jednak graf kupi tę piękną maszkarę, Sprzedam ją, jako panu, za trojaczków parę; I na gębę nie trzeba skąpić panu groszy, Kiedy taki fajn anzug pan na siebie noszy.
Walek wziął na rozwagę one Icka słowa: Oczywiście potrzebna jemu gęba nowa, Bo tę starą słoneczne spiekły mu promienie, A to zdradza najbardziej chłopskie pochodnie; Już mu skóra na nosie linieje i złazi, A to pana każdego natychmiast odrazi.
W takim więc interesie do żyda nawraca, Chwycił w garście maszkarę ogląda, i maca; Nie może się nadziwić tej koślawej pezie, Robi próbę, czy aby też na gębę wlezie... Wlazła, chociaż na nosie trochę zawadzało; Żydek chwali, że Walek już pan gębą całą: — Mina wargi wydęte, nos zadarty w siodło, Już nie w chłopskie, jak pierwej, formowane modło: Jak to pięknie się świe-