Strona:Henryk Sienkiewicz-Potop (1888) t.4.djvu/185

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    że mi go do stołu na wesołą chwilę i panów Skrzetuskich z nim razem, a teraz powiadaj, co wiesz więcej o Kmicicu?

    — Z listów przy Rochu Kowalskim znalezionych dowiedzieliśmy się dopiero, iż po śmierć nas do Birżów posyłano. Gonił nas jeszcze książe i wojskiem starał się otoczyć, ale nie przykrył. Wymknęliśmy się szczęśliwie… I niedość, bośmy niedaleko Kiejdan Kmicica złapali, którego zaraz na rozstrzelanie ordynowałem.

    — Oj! — rzekł król. — To widzę, prędko tam u was na Litwie szło!

    — Wszelako przedtem pan Zagłoba kazał go obszukać, jeśli jakowych listów przy sobie nie ma. Jakoż znalazło się pismo hetmańskie, z którego dowiedzieliśmy się, że gdyby nie Kmicic, toby nas do Birżów nie wywożono, ale nie mieszkając, w Kiejdanach rozstrzelano.

    — A widzisz! — wtrącił król.

    — Potem tedy nie godziło nam się więcej na żywot jego nastawać. Puściliśmy go… Co dalej czynił, nie wiem, ale od Radziwiłła jeszcze nie odszedł. Bóg raczy wiedzieć, coto za człowiek… Łatwiej o każdym innym mieć opinią, niż o takim wichrze. Przy Radziwille został, potem gdzieś jechał… I znowu ostrzegł nas, iż książe z Kiejdan ciągnie. Trudno negować, jak znaczną nam przysługę oddał, bo gdyby nie owo ostrzeżenie, byłby wojewoda wileński na ubezpieczone wojska napadał i pojedyńczo chorągwie znosił… Sam nie wiem, miłościwy panie, co mam myśleć… Jeśli to oszczerstwo, co książe Bogusław powiadał…

    — Zaraz się to okaże — rzekł król…

    I zaklaskał w dłonie.