Strona:Henryk Sienkiewicz-Potop (1888) t.3.djvu/362

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Na murach! Modli się! Onto sprawił!
— Babinicz działo wysadził! — wołał pan Czarniecki.
— Babinicz! Babinicz! Chwała pannie Najświętszej! Już nam nie będą szkodzili!
Jednocześnie odgłosy zamieszania poczęły dolatywać i ze szwedzkiego obozu. Na wszystkich szańcach zabłysły ognie.
Słychać było coraz większy rejwach. Przy świetle ognisk widziano masy żołnierzy, poruszających się bezładnie w rozmaite strony; zagrały trąbki, bębny warczały ciągle; do murów dolatywały krzyki, w których brzmiała trwoga i przerażenie.
Ksiądz Kordecki klęczał ciągle na murze.
Nakoniec noc poczęła blednąć, lecz Babinicz nie wracał do twierdzy.