Strona:Henryk Sienkiewicz-Potop (1888) t.3.djvu/049

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    ROZDZIAŁ III.




    Wnet ruch uczynił się między żołnierzami, którzy radzi byli wyjechać z lasu na daleki świat, tembardziej, że bali się jeszcze pościgu ze strony Bogusława Radziwiłła, a stary Kiemlicz poszedł do chaty, rozumując, że Kmicic będzie go potrzebował.

    — Wasza miłość chce jechać? — rzekł wchodząc.

    — Tak jest! Wyprowadzisz mnie z lasu. Znasz tu wszystkie pasy?

    — Znam, ja tutejszy… A dokąd wasza miłość chce jechać?

    — Do króla jegomości.

    Stary cofnął się ze zdumieniem.

    — Panno mądra! — zakrzyknął — do jakiego króla wasza miłość?

    — Jużci nie do szwedzkiego.

    Kiemlicz nietylko nie ochłonął, ale począł się żegnać.

    — To wasza miłość chyba nie wie, co ludzie powiadają, że król jegomość na Szlązk się schronił, bo go wszyscy opuścili. Kraków nawet w oblężeniu.

    — Pojedziem na Szlązk.

    — Ba, a jakże się przez Szwedów przedostać?