Strona:Henryk Sienkiewicz-Bez dogmatu (1906) t.2.djvu/048

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    mi ulży. Z Anielką nie ma spoosbu mówić o tem otwarcie. Raz nie wytrzymałam, raz zaczęłam, to się zaperzyła na mnie a potem w płacz. «Musiał, musiał, musiał!» — i tyle. Ona słowa na niego nie pozwoli powiedzieć, ona radaby wszystkie jego wady ukryć przed światem. Ale mnie starej nie zwiedzie: w duszy tak samo potępia tę sprzedaż, jak i ja.
    — Więc ciotka myśli, że ona go nie kocha?
    Ciotka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
    — Co? A kogóż będzie kochała? Właśnie dlatego się martwi, że go kocha. Ale kochać można swoją drogą, a widzieć złe strony swoją drogą.
    Mam na tę sprawę nieco inny pogląd, ale wolałem przed ciotką o nim zamilczeć, tymczasem ona mówiła dalej:
    — Najbardziej mam mu za złe, że to jest człowiek, który kłamie. Zapewnił Celinę i Anielkę, że za rok lub najdalej dwa będzie mógł odkupić te majątki. Powiedz, czy to jest możliwe? Mów! Ale te kobiety wmawiają same w siebie, że tak będzie.
    — Podług mnie, jestto zupełnie niemożliwe. Będzie spekulował w dalszym ciągu.