Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


JOANNA. O cóż tu idzie? Możecie przecież z Ottonem podzielić się tą sławą.
BURMISTRZ. Tak-by się zdawało. Widocznie jednak nie wszyscy gotowi są do tego podziału.
JOANNA. Któż to powiedział? Zgadzacie się tak doskonale z Ottonem. (słucha). Zdaje mi się, że on idzie. (idzie do drzwi od przedpokoju i otwiera je).


SCENA DRUGA.
BURMISTRZ, STOCKMANN, JOANNA, HOLSTER, FRYDERYK i WALTER.

STOCKMANN (za drzwiami ze śmiechem i hałasem). Masz jeszcze jednego gościa, Joanno! Jakże to wesoło! Proszę, panie kapitanie. Tak... palto tutaj, na haku... Patrz, Joanno, zabrałem go gwałtem z ulicy. Nie chciał na żaden sposób.
HOLSTER (wchodzi i wita się z Joanną).
STOCKMANN (we drzwiach). Chodźcie, chłopcy. No, teraz jesteście pewno zgłodniali, jak wilki. Chodź, kapitanie, sprobujesz także naszéj pieczeni. (ciągnie Holstera do jadalnego pokoju, idą tam także Fryderyk i Walter, przywitawszy się z burmistrzem).
JOANNA. Ottonie, nie uważasz...
STOCKMANN (ogląda się ode drzwi). Ach! to ty, Janie! (ściska go za rękę). Jakżem rad...
BURMISTRZ. Niestety, mam tylko chwileczkę czasu...
STOCKMANN. Głupstwo! No, daj nam ponczu. Nie zapomniałaś o ponczu, Joanno?
JOANNA. Broń Boże! Woda się gotuje. (idzie do jadalnego pokoju).
BURMISTRZ. Poncz?
STOCKMANN. Tak; siadaj tylko, obaczysz, jak nam będzie dobrze.
BURMISTRZ. Dziękuję; nigdy nie uczestniczę w pijatyce.
STOCKMANN. Tego przecież pijatyką nazwać nie można.
BURMISTRZ. Zdaje mi się jednak... (zagląda do jadalni). Rzecz zadziwiająca, jak tam szybko załatwiają się z prowiantami.
STOCKMANN (zacierając ręce). Jak to przyjemnie patrzéć, gdy młodzi tak zajadają! Zawsze przy apetycie. Ja sam także się tém chwalę. Bez jadła i napoju nima siły i energii. Oto ludzie, Janie, którzy zbudują przyszłość, bo takie stare chłopcy, jak ty i ja...
BURMISTRZ. Stare chłopcy! No, no, zdaje mi się, że to burszowskie wyrażenie.