Strona:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


NORA. Wiewióreczka podskoczyłaby w górę i wyprawiała najweselsze dziwy, gdybyś tylko chciał być dobrym, serdecznym.
HELMER. No, powiedzże czego chcesz?
NORA. Skowronek napełniłby wszystkie pokoje swym śpiewem.
HELMER. Przecież i teraz to robi.
NORA. Jak elf tańczyłabym w promieniu księżyca.
HELMER. Noro, to przecież nie to o co prosiłaś mnie dziś rano.
NORA (zbliżając się). To właśnie, Robercie, ja proszę tak usilnie.
HELMER. Masz odwagę wznawiać ten przedmiot.
NORA. Ty musisz spełnić moję prośbę. Musisz Günthera pozostawić na zajmowanym urzędzie.
HELMER. Droga Noro, miejsce jego przeznaczyłem pani Linden.
NORA. Tak, to bardzo ładnie z twojéj strony, ale zamiast Günthera, musisz kogo innego oddalić.
HELMER. To rzecz nie do uwierzenia. Dlatego, żeś przyrzekła nierozważnie powiedziéć za nim słówko, ja miałbym...
NORA. Nie dlatego, Robercie. Tu idzie o ciebie. Ten człowiek jest współpracownikiem niegodziwych czasopism! powiedziałeś mi to sam. On może ci zrobić wiele złego, ja go się strasznie boję...
HELMER. Rozumiem, to dawne wspomnienia napełniają cię strachem.
NORA. Co chcesz powiedziéć?
HELMER. Naturalnie, myślę o twoim ojcu.
NORA. Tak, tak. Przypomnij sobie tylko, co źli ludzie pisali o nim w dziennikach, jak go okropnie oszkalowali. Sądzę, że byliby wymogli jego dymisyę, gdyby rząd nie był ciebie wydelegował do sprawdzenia oskarżeń i gdybyś ty nie miał tyle dobréj woli.
HELMER. Droga Noro, jest różnica pomiędzy mną a twoim ojcem, on nie był bez zarzutu w sprawach służbowych, tymczasem mnie z téj strony dotknąć nie można i mam nadzieję, że tak zawsze będzie.
NORA. Och! czy ty nie pojmujesz, co źli ludzie wymyślić mogą. Teraz, kiedy moglibyśmy żyć tak spokojnie, tak szczęśliwie bez troski i ty i ja i dzieci, dlatego proszę cię usilnie...
HELMER. To właśnie, że się tak za nim wstawiasz, nie pozwala mi go zatrzymać. W banku już wiedzą, że chcę dać dymisyę Güntherowi. A teraz powiedzianoby, że nowy dyrektor banku daje się powodować żonie.
NORA. To i cóż?
HELMER. Gdyby mój mały uparciuch postawił na swojém — bo chodzi mu o to tylko — ośmieszyłbym się wobec całego personelu banku i dał powód do mniemania, że cudzym wpływom ulegam. Wierz mi, skutki tego mniemania zaraz dałyby mi się uczuć. A do tego są jeszcze powody, które czynią obecność Günthera w banku niemożliwą, dopóki ja jestem dyrektorem.