Strona:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ale istnienie takich skorupiaków to moralna śmierć, na jaką bym się nie zgodził i pani również. Żyć bez horyzontów szerszych idei mogą ślimaki, bo im dobrze w ciasnej muszli, są szczęśliwe. Nawet nie pojmują istot unoszących się w górne sfery. Dla nich to tracenie czasu nadarmo, szukanie utopji, próżne błądzenie ambicji bez rezultatów. Ich postulaty odpowiadają intelektualnym zdolnościom, polegającym li tylko na umiejętnem budowaniu własnych ram i pełzaniu po ziemi.
— Zapewne, błądzenie w krainach abstrakcji jest wielką ponętą dla ludzi o umysłach bardziej skrzydlatych. Ale czy pan nie sądzi, że to istotnie utopja?... i że praktyczność jest po stronie skorupiaków?...
— Praktyczność?... bez kwestji, ale ona z ideałem nie ma nic wspólnego, to siostrzyca ziemi. Ideały są to dzieci błękitów, podobno nawet posiadają ich barwę.
— Więc praktyczność powinna być szarą?...
— Taką też i jest.
— Czasem ideały zmieniają się również w szare, nawet w czarne.
— Skąd taki pesymizm?... pani jest jakby spadłą z obłoków.
— Nigdy na nich nie byłam.
— Ale dążyła pani do nich.
— Bardzo śliska droga — rzekła z grymasem.
— Tem ponętniejsza! Par excellence nie lubię utartych szlaków.
— O i ja nie! lecz gdy się po kilka razy wspinać, zawsze napróżno, to w końcu zmęczy, zniechęci tak, że nawet istnienie skorupiaków wydaje się znośnem.
— Trzeba walczyć do końca.
— I zginąć wraz z nadzieją?...
— Nie — i zwyciężyć! Czy wie pani — rzekł zmieniając ton, widzę w niej wielką różnicę od ostatniego widzenia się.
— Od ostatniego i od pierwszego, niech pan doda.
— Prawda, żeśmy się tylko raz widzieli, czasem myślę, że znam panią od bardzo dawna.
— Mówiliśmy z sobą dużo.
— Tak, i o rzeczach jakie można zapamiętać. Rozmyślałem wiele o pani, szczególnie podobało mi się jej zdanie o ludziach, że