Strona:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


inteligencja dopomogła jej do prędkiego rozejrzenia się. Zrozumiała ludzi i pomimo ich błędów nie mogła bez nich żyć. Sama uważając się za pełną ułomności była wyrozumiałą na cudze winy. Z siebie nigdy nie czuła zadowolenia, wiecznie coś sobie zarzucając. I teraz w wagonie także karciła się widać, bo wyraz grymaśny i gniewny przemknął po jej ruchliwej twarzy.
Z głębokiej zadumy obudził ją głośniejszy huk hamulców. Dojeżdżano do stacji.
Wszczął się ruch w korytarzu, szmer głosów ludzkich i prędkich kroków. Lekkie szarpnięcie, przeciągły ryk lokomotywy, sygnały i pociąg stanął.
Młoda kobieta nie ruszyła się z miejsca. W korytarzu usłyszała głos konduktora.
— Proszę pana tu jest przedział zajęty tylko przez jedną panią, może pan pozwoli?
— Ja pozwolę, ale czy ta pani pozwoli? — odpowiedział żartobliwy głos męski.
— Poprosimy, — zawyrokował konduktor.
Drzwi się raptownie odsunęły, młoda kobieta odwróciła głowę, iskry gniewu zaświeciły w jej oczach.
Konduktor skłonił się.
— Pani pozwoli zająć tu miejsce........
Z po za niego ukazała się wytworna głowa męska, ręka odsunęła konduktora, i wysoki mężczyzna zdejmując kapelusz zawołał.
— Przepraszam panią, że robię jej różnicę — ale....
Nie dokończył, jak popchnięty posunął się naprzód, z rozjaśnioną twarzą. Młoda kobieta w łunie rumieńca, powstała żywo podając mu rękę.
— A to traf szczęśliwy!... bajeczne! — zawołał i jej dłoń podniósł do ust.
— Nie spodziewałam się pana spotkać — odrzekła z uśmiechem.
— Więc instaluję się tu na dobre. Pani tak groźnie spojrzała na mnie, żem chwilowo stchórzył, ale teraz nawet nie pytam.
— Taki pan pewny? a jeśli odmówię....
— Nie zrobi pani tego, zresztą ja nie usłucham, bo najpierw cieszę się na myśl wspólnej podróży, a powtóre nie mam się gdzie podziać, wszędzie zajęte.