Strona:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Siedząc na fotelu wpatrywała się w portret zawieszony nad biurkiem.....
Ujęty w rzeźbione ramy portret przedstawiał popiersie trzydziestoletniego mężczyzny. Blondyn o przenikliwych szarych źrenicach patrzących z dumą i zuchwałością, miał wyrytą na czole inteligencję, w wyrazistych rysach coś niepospolitego. W twarzy jego łączyły się różne sprzeczności, więc: bujna fantazja, buta magnacka, w połączeniu z taktem, powagą i głębokiemi rysami myśliciela. W zsuniętych brwiach na czole widniała energja, siła charakteru i rzutkość natury. Wydatne usta wyrażały zmysłowość, pulsował w nich pesymizm z domieszką ironji w dobrym stylu, co sprawiało wrażenie niezwykłe, zbratania się swawolnika z krytykiem. Ładny wąs, podkręcony w górę, niewielkie baczki na ściągłym szlachetnym profilu dodawały wytworności tej głowie, nie pięknej lecz indywidualnej.
Patrząc na tę twarz bardzo zresztą przystojną, mimowoli nasuwało się pytanie „co ten człowiek myśli“, i portret przykuwał wzrok ludzi głębiej sięgających, interesował.
Pod portretem, na biurku, stała fotografia młodej kobiety, jasnej blondynki w popielatej sukni i w koralach na szyji....
Przez otwarte okno wpełzały do pokoju słoneczne pasma, ogrzewając dwoje ludzi zaklętych sztuką wynalazku. Blaski otoczyły ich złotą aureolą, krzesząc w nich jakby pozory życia.
Kobieta na fotelu miała oczy utkwione w portrecie, czasem spuszczała je na fotografję i znowu wznosiła z wyrazem tęsknej myśli. Była już nie młodą. Jasne włosy utkane białą nitką świadczyły o przeżytej ilości lat, leżała na nich poważnie czarna koronka, znamię siwizny i zmarszczek. Tych jednakże rysowało się nie wiele. Ale na białej, trochę bladawej twarzy znać pewne znużenie, zarówno fizyczne jak i duchowe, może nawet bardziej duchowe. Szczupła postać kobiety już się trochę pochyliła, lecz rysy — jakkolwiek ściągnięte latami, odzwierciadłają wiernie te — na fotografji.