Strona:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Trąba wpadła huraganem, spełniła nad borem gwałt niebywały, grozą skuwający, przeleciała z trzaskiem, łomotem, z hukiem piorunowym i równie szybko popędziła dalej.
Ucichło. Tylko wiatr pozostał na pobojowisku i rozpłakał się rzewliwie.
Kośba śmierci tu przeszła, tragiczne cmentarzysko.
Dęby mocarne! gdzie wasza stuletnia chwała?
Drzewa, drzewa przemożne! gdzie wasz cudny potężny świat życia?
Leżycie oto martwe, powalone z ciał, ale duch wasz jeszcze kołacze, boleść wasza tragedji pełna.
Stosy gałęzi, pogruchotane konary, wielkie gmachy korzeni wraz z ziemią wyrwanych, sterczą do góry jakby w rozpaczy wołały.
— Boże! za coś nas ukarał!
Wy skarżycie się konając, lecz na dużej przestrzeni położonego pokotem lasu stoi samotny, ocalony, lecz osierocony jesion. Dokoła niego jedna mogiła, pole klęski, szlak śmierci. On został, cudem jakimś nie upadł za braćmi. Ogromny pień jego nie naruszony, korona trochę poszarpana, zdartych moc liści, ale jednak stoi i patrzy z bezkreśną trwogą; spazm goryczy w strząsa jego mięśniami, skarga płynie z serca drzewa.
— Czemu ja żyję, gdy oni już — trupy!
Płaczę nad ich grobem, ja samotnik! bracia moi, na toż ocalałem, by widzieć wasz zgon?
Jesion w żałobie spuścił w dół gałęzie swe, liście chwieją się napół martwe, zmęczone, jakby ostatnie pożegnanie słały poległym.
Duch jesiona słabnie, serce mu drętwieje z żalu, z niewysłowionej rozpaczy nad śmiercią boru, nad swem sieroctwem.
I płacze jesion i jęczy.
— O! nędzna potęgo, o władyki nasze! Siło, siło nasza, coś zawiodła!
O wszechmocna wolo, która tworzysz, by w niwecz obracać swoje twory. Naturo wielka, takaś bezmierna i taka niezgłębiona.
Niedocieczone posiadasz zagadki, jesteś szczera w swych przejawach i czynach. Ale nie zdradzasz myśli ideowych, któremi się kierujesz, tajemniczość jest twoją dewizą rzeczywistą, spowitą w abstrakcji. Pozornie nic nie ukrywasz.