Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Do widzenia, druhy, do wiosny.
Sanki już czekały na nią. Uniewicz, który odprowadzał ją na stację, niecierpliwił się.
— Będzie późno na pociąg, na „decug“ następny za długo czekać.
Gorska roztargniona ściskała wszystkich serdecznie, cały dwór ją żegnał i służba leśna, wiedząc, że jedzie na ślub. Elża ucałowała panią Jasiową, sybiraka Krywejkę, Stacha Domalewskiego, Piotra, wszystkie baby i dziewki z czeladnej, dość czule uściskała się z babką, ale, gdy przypadła do rąk starego Burby, łkanie nagłe, gwałtowne szarpnęło jej piersią. Pan Cezary przytulił wąsy do jej skroni z uczuciem, w którym był nowy lęk.
— Co ci to, dziecinko, co ci jest, Elżuśka?..
Palcem drżącym naznaczył krzyż na jej czole.
— Detynko, uspokój się, niech cię Bóg błogosławi — rzekł wzruszony niezwykle.
— Toż przed tobą szczęście, a miłość i radość — dodała czule Burbina.
— Córką nam jesteś, będziesz synową najmilszą — rzekł pan Cezary, — a ot patrz... i oni żegnają panią Gorską, by powitać Burbinę — wskazał na niedźwiedzia, łaszącego się, i na wielkiego brytana.
— Kajtuś! Murmyła!
Elża całowała ulubieńców w brunatne i płowe kudły, a oni wspierali się na niej łapami, przyzwyczajeni do pieszczot.
Wreszcie sanie ruszyły. Murmyła, skomląc, rzucił się na stopnie.
Wtem Elża zatrzymała gwałtownie stangreta.
— Łukaszu, zawróćcie, prędko.
— Co się stało?.. — pytali z ganku.
— Zapomniałam coś ważnego.
Wbiegła do swego pokoju i po długiej chwili wróciła.
— Przepraszam, że tak marudzę — rzekła, niosąc sporą paczkę w ręku.
— Pewno jakie nowe utwory do druku, będziemy czytali na wiosnę — zawołał pan Cezary.
Powtórne pożegnania i konie skoczyły do biegu.
Elża wkładała paczkę do podręcznej walizki, ale usunął się papier, w który paczka była zawinięta. Uniewicz dojrzał krokodylą okładkę zeszytu. Poznał go.
— Czy to było takie pilne i... konieczne... poco to pani z sobą teraz zabiera?..
Spojrzała na niego bystro.
— Ten zeszyt musi iść ze mną, nie rozumiem, jak mogłam o tem zapomnieć.
— Czy będzie on zawsze z panią?..
Chwilę milczała.