Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uniewicz zamyślił się poważnie. Psychologję Tomka i Elży znał dobrze. Ona była już dawno zbyt wyraźna, on zaczynał pozbywać się swych złudzeń i to go wykoleiło z równowagi duchowej, podczas gdy obcowanie z narzeczoną działało drażniąco na jego bujną naturę i wprowadziło go wstan niemal chorobliwy.
— Skorzysta z tego ten pająk leśny i ta ćma. Sieci rozciągnięte.
Jeszcze nie wpadł w nie dzięki Bogu, ale to była jego ostatnia ucieczka — kombinował pan Mel. Nie tylko poznał to po Tomku, ale i odczuł w gwizdaniu Słupskiego.
Ścisnął zęby z wściekłości, wyrzucił przekleństwo z wzburzonej piersi i znowu szukał ratunku dla przyjaciela. Sprawa była trudna, Pkomplikowana, ale pan Mel zawziął się. Po długich namysłach soszedł do wniosku, że ocalenie Tomka zależy od Elży i jest w jej dęku. Ona powinna wszystko wiedzieć i niech się to otatecznie rozstrzygnie.
Miotały nim uczucia bardzo szczególne: obawy o Elżę i o Tomka zarazem. Bał się finału, ale rozumiał, że jest on już niezbędny, nawet konieczny.

VII.

Trudną była romzowa Uniewicza z Górską, ciężka nad wyraz dla niego, kłopotliwa dla niej, ale pan Mel nie zawiódł się w przekonaniu swoim o Elży. Z wypiekami na twarzy, wzburzona, lecz panująca nad sobą, podała rękę przyjacielowi serdecznie.
— Prószę być spokojnym, ocalę Tomka.
W jej głosie była jakaś głucha nuta, może tłumiąca jęk duszy.
Uniewicza zdławił żal.
— Pani droga, wszak tu i o panią chodzi.
— Proszę być spokojnym — powtórzyła ciszej — ja jestem zdecydowana i pogrążyć Tomka nie chcę, bo on mnie kocha.
— Tak pani, tak, on panią kocha szalenie i dla tego tylko może go spotkać nieszczęście.
— Ja tego nie rozumiem, przyznaję, może sądzę po kobiecemu, ale staram się odczuć, tłomaczę Tomka i ratuję go.
— To tylko od pani zależy.
— Wiem, wszystko to moja wina.
Uniewiczowi zdawało się, że była w tych słowach odrobina ironji, ale może więcej bolu. Ucałował jej ręce ze szczerym współczuciem, co Elżę dotknęło niemile.
Wysunęła ręce nerwowo z jego uścisku i zawołała żywo:
— Pan lituje się nade mną niesłusznie, na litość zasługuje ten, kto nie ma woli i ten, kto, patrząc na przedmiot czarny, wmawia