Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Bogu Chwała — rzekł wolno pan Cezary, — jest zawsze dobrą Polką.
— To już taka natura ekspansywna, pozycja światowa jej nie zepsuje, nie zasklepi się nigdy w samolubstwie, sybarytyzm i epikureizm nie pochłonie jej. Więc i teraz, będąc tak świetnie usytuowaną, nie zaniechała pracy dla innych i umiała rozwinąć skrzydła. Już ona teraz wybije się! — gorąco przemówił Uniewicz.
Tomasz spojrzał na niego bystro i krótko z pod oka.
Burbina westchnęła, ocierając nieznacznie łzę z powieki.
Przed udaniem się na spoczynek Tomasz rzekł cicho do Uniewicza:
— Przynieś mi, Melu, tę książkę.
— „Sen Spełniony”?
— Tak.


Rogale.

1919, wiosna 1920.