Strona:Helena Mniszek - Verte T.1.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A wżesz, jaka chytra! — wołali chłopi, oglądając się sami za możliwością wódki.
Baba podrapała się po namitce i pisnęła znowu:
— Aj, aj, taż ja zabyła...
— No, tańcuj, zawtra, w prazdnik tebe pany dadut czarki.
Likiera wzięła się nagle pod boki, pochyliła głowę, wykrzywiła twarz do śmiechu i zaczęła kręcić się w kółko, skakać, przytupywać, podrygiwać, hukając przytem piskliwym dyszkantem:
— U ha! U ja, ja, ja! U ja, ja! Hop!... U ja, ja!...
Wtem zatrzymała się w miejscu, głowę podniosła w górę i wrzasnęła krzykliwą przyśpiewką:

„Na ułycy skrypka hraje,
Mene maty ne puskaje;
Pusty maty pohulaty,
Ja ne zabawlusia
Tylki chłopców potumaniu,
Taj nazad wernusia! U ha!”

Znowu zaklapały w tańcu postoły i „u ja, ja!“ roztańczonej baby.
Na to właśnie powróciła pani Urszula, która przed chwilą wyszła do śpiżarni. Groźnie zmarszczyła brwi i krzyknęła:
— Likiera szczo ce! ww elykuju subotu tańcujesz?... Zduriła!
Baba złapała się za głowę i znikła w tłumie.
— Cezary! — zgromiła Burbina męża z oburzeniem.
— Ta wielkie rzeczy, Urszuleczko serce, toż już święto. Likiera, chody tutki, dam rubla.
Tłum spoglądał niepewnie na pana i panią, nie wiedząc, komu pochlebić, śmiać się, czy milczeć. Przywołana Likiera za rubla, podjęła oboje Burbów pod kolana, bijąc pokłon aż do ziemi, pochyliła się i przed Gorską, poczem zrobiła ruch ręką, jakby chcąc ją pogładzić po twarzy i zawołała, cmokając z lubością:
— Ot, harnuju newistku wełmożny pan najszoł dla swojeho synka. Na wesilu potańciuju. U ja... ja!
— Idy... idy, — popchnął ją lekko pan Cezary, bokiem patrząc na zaczerwienioną Elżę.
Młoda kobieta przyglądała się całej scenie ze zdziwieniem, które się zamieniło w lekki niesmak. W Taraszczy, gdzie lud był hardy i dumniejszy, pokozacki, nie widywała takich scen. Niewolniczość i głupota tej staruszki wydała się jej tak upokorzającą, że sama się za tę babę wstydziła, jak kobieta za upodlenie kobiety. Tu jednakże była to rzecz zwykła widocznie i znana — tłum się śmiał, Likiera, ukryta w nim, jeszcze podrygiwała i piszczała z ochoty, pan Cezary zaś, posiadający dużo kultury etycznej i estetycznej, rozweselony był i żartobliwie przemawiał do tłumu. Tu więc to nikogo nie razi? bo i Burbina zgromiła babę tylko z powodu niewłaściwego dnia, lecz nie zasadniczo za błazeństwo starej kobiety.
Przemknęła myśl nagła, jakie wrażenie scena ta zrobiłaby na kimś... stamtąd z Zachodu, z centrum najwyższej kultury,