Strona:Helena Mniszek - Verte T.1.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tomek zadrżał i zrobił taki ruch, jakby ją chciał porwać w ramiona, ale się powstrzymał, ujął jej rękę i, patrząc w tęskne oczy kobiety, spytał głucho, a rzewnie:
— Czy bardzo źle myślisz o mnie, Elżo?...
Potrząsnęła głową przecząco.
Tomek wyprostował się energicznie.
— Tak, ja ci winienem wyjaśnienie, ty nic nie wiesz, więc nic cię pytać nie mam prawa. Ale słuchaj mię, Elżo.
Dłonią przykrył jej rękę, leżącą na kolanach. Pochylony patrzał na nią głęboko.
— Słuchaj, jedyna, mówię jak na spowiedzi. Od czasu poznania ciebie ty już panujesz w mojej duszy i serce tobie oddałem. Poprzednie uczucie dla Słupskiej znikło bezpowrotnie, to była tylko zresztą zmysłowa podnieta, szał zmysłów zaostrzony jej miłością, ta dziewczyna jest mi oddana, lecz jej nie skrzywdziłem, bo uczciwa. Teraz... ona gotowa na wszystko, ale ja kocham ciebie, Elżo... Uczucie moje i... męskie pragnienia zawarłem tylko w tobie. Miłuję cię bardzo gorąco.
Zaległa krótka, głucha chwila. Tomek zgniótł nerwowo drżącą rękę kobiety i zaczął mówić ciszej:
— Byłaś wczoraj w Pysznym Borze, na Atamanie; nie wiem jak to się stało, ale to byłaś ty, ten gwałtowny tętent to była ucieczka przed... ujrzaną sceną. Więc daję ci słowo honoru, że nie umawiałem się z tą dziewczyną, spotkanie zupełnie przypadkowe...
— Ona na ciebie ciągle czyha, — wybuchnęła Elża — i ja ją spotkałam prawie w tem samem miejscu w dniu twego przyjazdu, właśnie ona przyszła niby po... barwinek.
Burba uważnie patrzał na wzburzoną Elżę.
— I ty tam... byłaś z nią?
Śmiało podniosła na niego oczy.
— Tak, i także dla ciebie — Rywalki, zaśmiała się gorzko. — Ale ja się usunęłam natychmiast. Ona nic ci nie mówiła o tem?
— Nie. powiedziałem jej, że między nami już... wszystko skończone.
— Płakała, słyszałam.
— Tak.
Elża nie odrywała oczu od płonących źrenic Tomka.
— Czy wszystko, czy jesteś pewien, że wszystko... skończone?...
— Nie ufasz mi?
Ból był w jego glosie.
— Ufam ci, ale... nie umiem rywalizować.
Zadygotał cały.
— Ty z Karolcią? Nigdy! i... dałem ci słowo.
Przymknął oczy, rzucił ostro:
— A ja... czy nie rywalizuję?
— Z kim? — spytała odruchowo, z oburzeniem, lecz w tej samej chwili jaskrwawa luna spadła na jej twarz. Uczuła jakby uderzenie