Strona:Helena Mniszek - Verte T.1.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale wnet zastanowienie przyszło zimne, obmierzłe.
— Ach ta wieczna bierność oczekiwania, będąca rolą kobiety.
Zerwał się w niej bunt. Przecie na tyle jest świadoma uczuć Tomka, by bronić swych praw, a przynajmniej zbadać, czy je ma istotnie. Więc ona będzie milczeć dzięki jakimś wstecznym skrupułom, a Tomek tymczasem będzie się spotykał w lesie z tamtą dziewczyną, która nie lęka się wszelkich wykroczeń poza ramy etyki niewieściej. Zresztą, czyż jest to wykroczeniem: okazywać ukochanemu, że się go kocha, być szczerą kobietą, nie zaś bierną niewolnicą, oczekującą laski pańskiej.
— Spytam go sama.
Z tem postanowieniem poszła na kolację. Lecz na widok Tomka cala jej odwaga prysła.
— Nie, za nic tego nie potrafię.
Tomek był chmurny i szorstki. Spoglądał na Elżę z wyrzutem, rzadko zresztą. To ją najpierw wzruszyło, potem oburzyło, wreszcie rozbawiło. Zaczęła wesoło rozmawiać z Uniewiczem, w głosie jej drgały jednakże nienaturalne tony, oczy podkrążone sino i obrzękłe trochę powieki świadczyły wymownie, że humor to raczej kapryśny, niż rzeczywisty. Gdy młody Burba dostrzegł te znamiona niechybnych łez, stracił całą władzę nad sobą. Gryzł usta, mienił się na twarzy. Łaszącego się Kajtusia tak silnie i z pasją odepchnął od siebie, że niedźwiedź zatoczył się, siadł na tylnych nogach i, mrucząc złowrogo, patrzał małemi ślepkami w oczy pana, jakby pobłażliwie pytając: „cóż to znowu za poufałość grubjańska.“ Pan Cezary zerknął na syna, zdziwiony jego zachowaniem się, lecz, rzuciwszy dyskretne spojrzenie na Elżę, domyślił się jakiś kwasów pomiędzy młodymi, przypomniał sobie szczególną minę i dziwny wygląd Elży, gdy wchodziła na ganek z udanym bólem głowy, zniknięcie Tomka od południa i wreszcie ploteczki proboszcza.
— Czyżby to?...
Przyjrzał się jeszcze Uniewiczowi. Pan Mel miał wyraz zagadkowy, ale jakby uświadomiony.
Burba, zaczął z tego frontu.
— Jakże tam, panie Melu, kapucynek w budce przy Łuci, czy nie?
Uniewicz błysnął z pod rzęs na starego. Porozumieli się.
— Na dworze, — odrzekł smętnie, — ale w zawieszeniu „ni tudy, ni siudy“ ani pod krzyż, ani do budki. Pogoda niepewna.
— Hm! szkoda, że niepewna; jutro Zmartwychwstanie, powinno być i pogodnie i... ciepło.
— Tak może wypchnąć tego kapucynka z budki, kiedy tam zanadto lezie, — rzekła Burbina wesoło i naiwnie.
— At... nie znasz się Urszuleczko na barometrze, już my z panem Melem wiemy najlepiej.
Kąciki ust Elży zadrgały leciuchno. Tomek był jak chmura.