Strona:Helena Mniszek - Gehenna T. 2.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


żarem krwi, oczy zapalały w sobie iskierki niepokoju i ciekawości. Usiadła na kanapce. Panna Ewelina została gdzieś w tłumie.
Tarłówna szukała wzrokiem Lory, lecz nie było jej w atrium, natomiast coraz nowe osoby wpływały do sal gry, legitymując się za pośrednictwem biletów pokazywanych stojącym w drzwiach urzędnikom Kasyna. I znowu mieszanina; szły damy dekoltowane w strojach niemal bachanckich, w pióropuszach, djademach; szły kobiety dostojnie i z gustem ubrane, szły babcie archaiczne i cudaczki kobiece; szli mężczyźni jakby manekiny krawieckie, z twarzami wyzywającemi, lub napiętnowani stygmatem kompletnego przesytu; szli abnegaci ubraniowi, lecz z zapałem i wiarą w źrenicach, krokiem tak pewnym, jakby dążyli bezwarunkowo do zwycięstwa: teraz rozbiją bank! Szli młodzi, zblazownni panicze, ruchem nonszalanckim, z pochyłym karkiem i oczyma zastygłemi w biernej umyślnej czy chorobliwej niemocy neurasteników. Wszystkich niósł na swych skrzydłach nietoperzowych, krwiożerczy, zimny, ironiczny i mściwy Moloch.
Anna ukryta na swej kanapce widziała twarze wchodzących. Każda z nich miała charakter odmienny, ale jakby jednem tchnieniem owiany. Jakby w promieniu jednego reflektora cały ten tłum, pomimo odrębności poszczególnych jednakowe miał tło i po tym samym kroczył szlaku.
Panna Ewelina namówiła wreszcie Andzię do wzięcia biletów wejściowych. Załatwiwszy te formalności znalazły się wkrótce w salach gry, przy gęsto obstawionych stołach rulety. Brzmiał tu głuchy poszum dużego zbiorowiska ludzi, lecz dominowały głosy krupierów, wołających we wszystkich krańcach sali, charakterystyczne i fachowe:
— Messieurs faites le jeu!...
— Le jeu est fait?...
— Rien ne va plus!...
Potem następowało głośne wyjawienie wygrywanego numeru, koloru i liczby parzystej lub nie.
Andzia obeszła salę i stanęła przy jednym stole, pojedyńczym, w małej salce, ozdobnej, przylegającej do sali „trente et quarante“. Przez lukę, pomiędzy głowami „galerji“ ciekawych i grających ujrzała machoniową miednicę rulety, w pełnym ruchu z krążącą dokoła gałką białą. Skupione twarze graczów i obojętne, często bezczelne fizjonomje krupierów, otaczały stół zwartym murem. Oczy wszystkich śledziły rozpędzoną gałkę, magnetyzując ją, każdy na swą korzyść. Na stole jeszcze panował ruch, rzucano pospiesznie ludwiki, „plaki“ złote, papiery grube i skromne pięciofrankówki na różne numera, kolory, przedziały. W tem zaklekotała gałeczka, obijając się na mosiężnych skówkach miednicy...