Strona:Helena Mniszek - Gehenna T. 2.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mnóstwo ludzi, życie wre, kipi, aż rozsadzać zda się nawet te ramy wspaniałe. Naprzeciw Andzi kwietniki, palmy przepiękne o koronach monarszych, wyniosłe, strzegą zwartym szeregiem, z dwóch stron, rozpięte dywany kwiatów. W oddali tryska fontanna, dyskretną kaskadą, w otoczeniu olbrzymiego wieńca białych stokroci. Przepych, bogactwo, jeden czar.
Andzia olśniona przymknęła oczy, pociągnięta przez swą towarzyszkę, weszła do pierwszego przedsionka Kasyna.
— Czy zaraz weźmiemy bilety wejścia do sal gry? — spytała ją Ewelina.
— Wszystko jedno, możemy jeszcze poczekać.
— Bo widzisz, jeśli chodzi o spotkanie Lory, to już ona z pewnością nie będzie siedziała w atrium, tylko w salach, zatem...
— Może jej tu niema? Mówiła panna służąca, że wyjechała na cały dzień do Nicei.
— Ale zwykle, podobno, wieczory spędza w Kasynie, tylko tu możemy ją dziś spotkać.
— Lińciu, najpierw rozpatrzmy się w atrium, taki tu gwar, czuję chaos w głowie. Och, jakie kwiaty!
Tarłówna podeszła do grotki z kwiatami ulokowanej na prawo, obok drzwi od kotramarkarni i wzięła w rękę pęk purpurowych róż, zapytała o cenę.
Lecz w tymże momencie zadrżała na całem ciele...
... Szkarłatne róże... Andrzej...
Krew gorąca buchnęła jej do serca.
Przypomnienie uderzyło w jej mózg taranem. Rzuciła kwiaty na stolik jakby z trwogą zabobonną...
...To już nie dla mnie, nie dla mnie!...
Wzięła skromną wiązankę fiołków, płacąc monetą żądaną za róże.
Kwiaciarka patrzała na nią ze zdumieniem, ale panna Ewelina zrozumiała i westchnęła cicho.
Weszły do kontramarkarni, popychane przez tłum, znalazły się przy ladzie, blisko drzwi wejściowych do atrium. Andzia mechanicznie zdejmowała z siebie okrycie.
W tem naprzeciw niej błysnęło, zatrzymała się winda oszklona, podziemna, z hotelu Paryskiego, ukazując w swem wnętrzu strojne postacie jednej kobiety i paru mężczyzn. Z trzaskiem otworzono drzwi szklane, dama wybiegła ze śmiechem, za nią panowie. Rozbawieni byli, roześmiani, opowiadając sobie coś na wyścigi. Chwilę zatrzymali się przy wejściu do atrium, wspaniała dama poprawiała nieco zawikłany tren, podnosząc suknię nadmiernie i ukazując wysoko nogi, jak z marmuru wykute, w blado-niebieskich, pajęczych, lśniących pończochach.