Strona:Helena Mniszek - Gehenna T. 1.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


XXII.
„Nie zdzierżysz“.

Minęło kilka dni. Do gabinetu Kościeszy wszedł lokaj niosąc list na tacy. Pan Teodor wziął go w rękę obojętnie.
— Skąd to?...
— Przywiózł kozak jaśnie pana Olelkowicza.
Kościesza drgnął.
— Czy przyjechał... tylko z tym listem?...
Służący zająknął się, spuścił oczy.
— Mów!... — krzyknął na lokaja.
— Jest list do panienki i... kwiaty.
— Idź precz, odpowiedzi nie będzie.
— Kozak powiada, że kazano mu czekać na odpis.
— Nie będzie! Rozumiesz?!
Służący odszedł w milczeniu, dziwiąc się niezmiernie, że pan nie czytając listu już wydaje taki wyrok.
Kościesza wolno otworzył kopertę, sprawdził podpis Andrzeja i czytał z twardym, ostrym wyrazem twarzy:

Szanowny Panie!

Pragnę pomówić z panem w wiadomej, bardzo ważnej, jedynej dla mnie sprawie, proszę oznaczyć miejsce, dzień i godzinę spotkania, stawię się z akuratnością. Mam nadzieję, że Szanowny Pan nie odmówi mi tego, liczę na Jego honor i sądzę, że się nie zawiodę. W razie przeciwnym, zmuszonym będę postąpić bardziej stanowczo, gdyż cel mój musi być spełnionym.
Z uszanowaniem

Andrzej Olelkowicz.

Kościesza odłożył list i długi czas siedział nieruchomy, z zamkniętymi oczyma jakby śpiąc. Przeżuwał w sobie gniew i niepokój. Jakież to będą te jego kroki bardziej stanowcze, o których pisze? — myślał — i groźba: „cel mój musi być spełniony“. Co on zamierza, co z tego wyniknie?...
Przyczytał list jeszcze raz, niepokój rósł, ale i zawziętość wzmagała się. Nie odpisze ani słowa i tem samem widzenie się z Olelkowiczem nie będzie miało miejsca. Po co... na co?... wymówił mu dom, zatem — Andrzej tu nie przyjedzie, poznał go już na tyle, że jest tego pewny, on zaś — Kościesza, — nie