Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tłum drgnął i umilkł, jakby ludziom zamurowało usta. Wyprostowali się służbowo.
Trestka, nie widząc ordynata, nie mógł pojąć dziwnego zachowania się zuchwałej gromady, i zdumiony, również umilkł. Obejrzał się. Ordynat podchodził wolno. Teraz hrabia zrozumiał. Złość i śmiech szatański zasyczał w jego głosie. Zawołał nagle ucieszony:
— Ha! łotry!... chamy przeklęte!... Nie spodziewaliście się, że jest ordynat!... A co! języki wam stanęły w miejscu?... Hultaje!...
Michorowski mu przerwał, odciągając na stronę. Szepnął po francusku:
— Proszę odejść. Nie tak pana uczyłem. Dość kompromitacji.
Tyle było siły w słowach ordynata, że Trestka zmieszał się, spuścił głowę i wolno wyszedł.
Michorowski zimny wzrok skierował na wyprostowaną gromadę służby. Spytał spokojnie:
— Czego chcecie?
Twarze spokorniały jeszcze bardziej. Gnieciono w rękach czapki, przestępując z nogi na nogę. Najśmielszy zaczął:
— My... jasny panie... my tu wspólnie... my tu przyszli gromadą...
— Widzę, że was dużo, ale czego chcecie?
— My chcemy podwyżki.
— Jakiej?
— O tu — spisane; — może jasny ordynat przeczyta.
Michorowski wziął papier i przebiegł go wzrokiem.
— Te warunki są niemożliwe. Pobieracie pensje i ordynarje takie same jak w dobrach ordynackich, zatem wystarczające. Ja swoim ludziom nie podwyższam, i wy nie możecie o to prosić. Tembardziej, że nie zasługujecie na to.
— My u jasnego pana woleliby za pół ceny służyć, niż u hrabiego za całą — odezwały się głosy.
— Niech nam hrabia podwyższy i zapłaci, co zaległe, to pójdziemy do roboty.
— A jak nie — to nie! — krzyknął drugi rezolutnie, ale inni wepchnęli go do środka gromady, zamykając mu usta.
— Odkąd się wam należy? — spytał ordynat.
— Od adwentu, jasny panie.