Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


telu położonego. Pokój wynajął on we dwa dni później. Gdy najbliższego piątku nie zjawił się na przedstawieniu, dyrektor posłał służącego do hotelu, i ten znalazł artystę wiszącego w niezamkniętym pokoju na ramie okiennej. Śmierć nastąpiła wśród analogicznych okoliczności. Samobójstwo to nie było wcale mniej zagadkowem; artysta otrzymywał wcale wysoką gażę i używał radośnie w całej pełni życia, jako młody, dwudziestopięcioletni mężczyzna. I tym razem nie znaleziono nic na piśmie, żadnych rzucających najmniejsze światło wyjaśnień. Jedyną osieroconą przez artystę osobą była jego staruszka matka, której punktualnie co pierwszego posyłał 200 marek na życie.
Dla pani Dubonnet, właścicielki małego a taniego hoteliku, którego mieszkańcami byli przeważnie członkowie zespołu varieté na Montmartre, ten drugi z rzędu wypadek był bardzo niemiłym. już niektórzy jej goście pospiesznie wyprowadzili się, a zwyczajni wcale się nie pojawili. Zwróciła się tedy właścicielka do zaprzyjaźnionego z nią komisarza IX. dzielnicy, i ten obiecał jej solennie, że uczyni w tej sprawie wszystko, co jest w jego mocy. Nie tylko więc prowadził z zapałem dochodzenia, by dojść do przyczyny samobójstwa dwu gości hotelowych, ale prócz tego oddał jej do dyspozycyi urzędnika policyi, który na polecenie tejże zamieszkał w tajemiczym pokoju.
Był to sierżant policyi Karol Marya Chaumié, który zgłosił się sam na ochotnika. Stary „Marsylczyk“, żołnierz przez jedenaście lat marynarki, który przepędził samotnie niejedną noc na straży w Tonkinie lub Anamie, i przyjął niejedna odwiedziny żółtych piratów o kocim chodzie, z których niejednego poczęstował celnym strzałem z karabinu Lebla, nadawał się w zupełności do tego, by spotkać się z „duchami“, o których plotkowała już cała ulica Alfreda Stevensa. Wprowadził się on do pokoiku