Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tem, podnoszącym olbrzymie piersi aż do podbródka. Za nią dwie grube, dwie chude, wszystkie w obcisłych spodeńkach jako toreadorzy; groteskowo wyglądają zbyt krótkie lub zbyt długie ich nogi. Jeszcze trzy kobiety, w męskich siodłach na prawiecznych szkapach jako picadorzy, z lancami w ręku.
Tłum raduje się, klaszcze w ręce. Tysiące bezwstydnych słów, plugawych żartów bije jak grad o piasek. Tylko jedna z dam madame Baker ściąga bezwiednie usta — pół litości, kropelka uświadomionej solidarności. Kobiecy aguazil w czarnej, jedwabnej pelerynce przynosi klucze. Jest to z dziesięciu tysięcy najwstrętniejsza prostytutka miasta, przytłaczająca swym tłuszczem zreumatyzmowanego muła, upadającego niemal pod gnijącym ciężarem. Ze zgrzytem otwiera się brama, byczek a raczej cielę jeszcze, wypędza się stawiające opór na arenę. Ale zwierzątko nie ma wcale ochoty, uczynić komuś coś złego, beczy głośno i chce wracać, skąd przyszło. Czuje trwogę i ciśnie się do przepierzenia, przez którego otwory indyjscy chłopcy starają się poszturkiwaniem› kijami dodać mu odwagi. Kobiety zbliżają się, rozkładają swe czerwone płaszcze przed jego oczyma, krzyczą, drażnią bydlę, — z tym skutkiem, że to się odwraca i przyciska obłędną głowę silnie do chwiejącej się bramy. Consuelo, sławna klinga, nabiera odwagi, ciągnie zwierzę za ogon — tak, jak to można pociągnąć za brodę swego furmana.
Meksykanie krzyczą: — Tchórzliwa banda! Tchórzliwy byk! Tchórzliwe baby!
A jakiś doszczętnie pijany Jankes ryczy nieustannie: — Krwi! Krwi!
Damy Picadoras popędzają swe konie. Długiemi, szpiczastemi ostrogami u lewej nogi wyorują głębokie bruzdy w bokach swych rumaków, ale nie mogą ich ruszyć