Strona:Gustaw Le Bon-Psychologia tłumu.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


właściwą sobie przesadę uczuć, Są one wówczas zdolne do największego bohaterstwa a zarazem do najgorszych wybryków. Osobnik przestaje być samym sobą i to do tego stopnia, iż jest w stanie głosować za tem, co jak najbardziej sprzeciwia się jego własnym osobistym interesom.
Historya Rewolucyi francuskiej wykazuje, do jakiego stopnia zgromadzenia prawodawcze mogą ulegać popędom nieświadomym oraz suggestyom zupełnie sprzecznym z ich interesami. Wszak zrzeczenie się przywilejów było ze strony szlachty poświęceniem olbrzymiem, a jednak nie zawahała się ona go spełnić w ową słynną noc na posiedzeniu Konstytuanty. Wszak członkom Konwencyi zrzeczenie się prawa nietykalności stawiało bezustannie przed oczy widmo śmierci, a jednak nie zawahali się oni tego uczynić i bez obawy dziesiątkowali się wzajemnie, wiedząc dobrze, że szafot, na który posyłali swych kolegów dziś, groził im w dniu jutrzejszym. Stali się oni bowiem, jak wiemy, zupełnymi automatami i nic nie mogło ich powstrzymać od ulegania suggestyom, które ich hypnotyzowały. W pamiętnikach Billaud Varennes’a, jednego z członków Konwencyi, znajdujemy następujący, typowy pod tym względem, ustęp: „Uchwał, za które nas spotyka tyle zarzutów, po największej części nie życzyliśmy sobie w przeddzień lub dwa dni przedtem. By-