Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/424

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    CXCVII.

    Wojska wróciły z Champigny i już nie ponawiano wysiłków. Gwardya narodowa zabawiała się już jeno mustrą po swych dzielnicach, obrotami w prawo i lewo godnemi dzieci. Niektórzy jeno na ochotnika szli na warty, a ten i ów śmielszy puszczał się nawet na terytoryum zagrożone, służbę nocną, na forpoczty. Miasto zasypiało teraz wśród coraz silniejszych mrozów, a w powietrze wzbijały się balony, gołębie, a często gęsto śmignął też kartacz z piekielnym chichotem. Pod koniec grudnia wzięto się do bombardowania fortów, a z początkiem stycznia przyszła kolej na miasto. Poczęła się historya opowiedziana w szeregu artykułów. I rozwijała się z przedziwną dokładnością, całkiem wedle słów Blanquiego.
    Nastąpiło wprawdzie małe intermezzo, Delescluze, wówczas mer XIX dzielnicy, postawił wniosek dymisyonowania generała Trochu, Thomasa, Le Flô i ustanowienia najwyższej rady obronnej, ale miało jeno ten skutek, że Delescluze musiał się sam podać do dymisyi. Pojawił się też afisz wysłańców 20 dzielnic domagający się akcyi energicznej. Na afisz ten odpowiedział Trochu: „Nic nie wytrąci broni z dłoni naszych!.. Odwagi, ufności miłości ojczyzny jeno więcej! Gubernator Paryża nie otworzy bram miasta“.
    Nadszedł dzień 6 stycznia. Miała nastąpić zbrojna wycieczka, a raczej jej pozory. Wszyscy historycy godzą się, że takim pozorem walki była bitwa pod Buzenval 19 stycznia. Towarzyszyły jej, jak zawsze przeróżne wypadki, jak, opóźnienie wojsk, brak posiłków, artyleryi, a epilogiem jej było wystawienie w trumnach pozabijanych żołnierzy gwardyi narodowej w kostnicy na