Strona:Gusła.djvu/24

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ZAŚLUBINY


    Napracujesz się, pot z czoła zetrzesz,
    Wyprostujesz grzbiet — niech stygnie.
    Stoi dom twój, ściana przy ścianie,
    Już pod dachem, już się wydźwignął.

    Brzoza schyla się, w okna zagląda,
    Trze się listek o listek na drzewie;
    A tyś stanął, ważysz coś w myślach,
    Oczyś zamknął i patrzysz w siebie.

    Kogóż, kogóź[1] w dom ten wprowadzę?
    Któż to stanie przy moim boku? —
    Aby godnie było, jak najlepiej:
    Kwiaty w oknie, a we mnie spokój.

    Któż tak mocno do siebie przywiąże
    I na palec serdeczny da pierścień? —
    Aby ściany te nami wypełnić,
    Wszystkie kąty wypełnić szczęściem.

    Będziesz czekał, krzątał się, troskał,
    Sprzętom miejsca bez końca wyznaczał,
    I podkowę przybijesz u progu:
    Może przyjdzie, może zobaczy?

    Wtedy wszystko niech weźmie ze mnie,
    Z bioder moich — ziarno me — dziecię,

    1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – kogóż.