Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HUHN podrywa się, nadsłuchuje u drzwi i woła obłąkańczo gwałtownym, nienawistnym, tajemniczym głosem: Kuba, zejdźno tu, zejdźno tu! — przyniosłem ci coś (Wysłuchuje odpowiedzi, śmiejąc się do siebie).
PIPPA (jęczy, orzeźwiona trunkiem: nagle podnosi się, ogląda się z przerażeniem dookoła, przeciera oczy, opuszcza ręce, jęczy, wyskakuje i goni jak ptak spłoszony, w stronę ściany) Pani Wende, pani Wende! gdzie ja jestem? (Z obrzydzeniem ogląda się poza siebie, spostrzega Huhna i rozbija się ślepo w rozpaczliwej trwodze, od jednej ściany, do drugiej). Uduszę się! ratunku! nie zabijaj mię! Padre! Padrone! ach, ach! Ratunku! Pani Wende, ja chyba śnię!
HUHN (idzie na nią, przyczem Pippa natychmiast marnieje w rozpaczliwy obronie wyciąga ręce). Cicho cicho; stary Huhn nic ci nie zrobi — stary zaś Jakób jest także przyjaźny. (Ponieważ Pippa, osłupiała zupełnie, tkwi na dawnem miejscu, postępuje niepewnie kilka kroków, zatrzymuje się jednak nagle powstrzymany wyrazem obłąkanego wstrętu i strachu twarzy Pippy) No więc i co! — Nu? — powiedzże choć słowo! — jeszcze się roztłuczesz o ścianę! — u mnie przecie ładnie, na dworze zaś śmierć czatuje! — (Gapi się na nią chwilę badawczo, wyczekująco; nagle przychodzi mu pomysł): Aha! Jakób sprowadzi tu kozę! — — Jakób —! — Mleko kozie grzeje. Mleko kozie będzie dobre. — (Naśladuje cichy to znowu głośny bek zaspanego w stajni stada kóz i baranów) Be, bee, be! — Słyszysz przechodzą przez kładkę, Jakob, Jakób, wprowadźno je tutaj!