Przejdź do zawartości

Strona:Gabrjela Zapolska-Antysemitnik.pdf/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

byli zdystansowani. Artykuły ich robiły wrażenie szklanek ciepłej wody. On jeden tryumfował i sam upajać się zaczął pianą nienawiści. Wszyscy zaczynali uznawać w nim coś takiego, co to „dojdzie“ — gdyż nie obejrzy się poza siebie. On sam rozumiał dobrze, iż owo „obejrzenie się“ ukaże mu całą ohydę jego postępowania. Zamykał więc oczy i szedł naprzód przebojem.
 Z Frajwilligową miał teraz coraz częstsze stosunki. Zapłacił jej dwie raty po dziesięć guldenów i nabrał od niej znów towarów na pięćdziesiąt. Ona niezmordowanie przynosiła wszystko. Mydło — pilniczki do paznogci, laskę, pierścionek z fałszywym szmaragdem, lampę, lornetkę, brylantynę, słowem wszystko. Zrobił się nagle wielkim elegantem i za pośrednictwem Frajwilligowej znalazł krawca żyda, który go ubrał na kredyt. Jedynie tylko ze stosunkiem swym z Irmą krył się, gdyż była to zaledwie chórzystka, co go poniżało w oczach innych współpracowników.

 Lecz pomimo jego usiłowań spotykano ich czasem razem i to zaczynało zwracać uwagę artystów, którzy czuli się urażeni plotkami, kursującemi o nich w Kurjerze narodowym. Nikt jeszcze otwarcie Irmie nie wypowiedział swych podejrzeń, lecz powoli nabierano pewności, iż nikt inny tylko ona „wynosi“, co się w teatrze dzieje.