Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


podstawa miłości a nawet szacunku. Skoro poznajemy osobistość nazwiskiem Tomkins, wiemy że tej osobistości udało się dokonać rzeczy, która się nikomu innemu nie powiodła: udało jej się zostać Tomkinsem. Pan Toots odniósł taki sam tryumf; we wszystkich scholastycznych egzaminach został pokonany, lecz zwyciężył w duchowej potyczce, gdzie nieznani współzawodnicy ubiegali się napróżno o to by móc stać się Tootsem.
Jeśli poszukujemy nauk moralnych, znajdziemy w tem ostatnią i najgłębszą naukę Dickensa. Nadzwyczajności i dziwotworów trzeba poszukiwać we własnem codziennem życiu. Jest to prawda, której nie należy stosować jedynie do postaci zajmujących w naszem życiu stałe miejsce jak żona, mąż — błazny, które cały nasz horyzont wypełniają, lecz także do biegu i treści naszych codziennych doświadczeń. Co chwila odtrącamy wielkiego błazna tylko dlatego że jest głupi. Codziennie omijamy Tootsów i Swivellerów, Guppych i Joblingsów, Simmerych i Flashersów. Codziennie zatracamy ślad Joblingów i Chucksterów, Analitycznego Chemika lub Margrabiny. Codziennie omijamy potwora, którego moglibyśmy łatwo pokochać, i głuptaka, któregobyśmy napewno podziwiali. Oto prawdziwa ewangelja Dickensa — wskazuje nam ona niewyczerpane możliwości, które nastręcza nam wolność i rozmaitość ludzi. W porównaniu do tego życia, życie publiczne, wszelka sława i mądrość, są z natury swojej zacieśnione, i małe, i zimne, gdyż