Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w „Małej Dorrit“. Jego dawna polityczna prostuta została lekko zamącona przez Carlyle‘a.
Powtarzam raz jeszcze, że poważniejszy ton Dickensa przybiera rozmaitą postać, lecz pozostaje poważnym. W „Wielkich oczekiwaniach“ (1860—61 r.) ów ton brzmi w sposób wyjątkowo i szczególnie udatny. Ta piękna opowieść napisana jest z ciągłością i indywidualnym spokojem rzadkim u Dickensa. Lecz zaszedł już tak daleko drogą ponurej rzeczywistości, że zamierzał nawet dać powieści smutne zakończenie. Pip miał na zawsze utracić Estellę; i tylko zdrowy romantyzm Bulwera Lyttona odwiódł Dickensa od tego zamiaru. Najlepsza część powieści — opis wahań bohatera między skromnem życiem, któremu wszystko zawdzięcza, a zbytkownem życiem, od którego się czegoś spodziewa, dotyka bardzo prawdziwej a poniekąd tragicznej strony moralności, gdyż wielkim paradoksem moralności (paradoksem, który został odpowiednio uwydatniony tylko przez religję), jest to, że najpodlejszy gatunek grzechu, to właśnie grzech, który najłatwiej popełnić. Czytamy w książkach i balladach o szalonym człowieku, który może zabić albo palić opium, ale który się nigdy nie zniży do kłamstwa, do tchórzostwa, albo do popełnienia „jakiejś podłości“. Dla nas ludzi współczesnych, morderstwo i opium mają urok tylko w wyjątkowych wypadkach, a jesteśmy wystawieni bezustannie na pokusę popełniania podłości. Jedyną stałą możliwością jest możliwość zostania tchórzliwym obłudnikiem. Koło zdrajców