Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pragnął bynajmniej, by go uważano za zbyt „wielkodusznego“ żeby mógł żądać wynagrodzenia za swoje prace; wcale się nie wstydził wynagrodzenia domagać. Miał głęboko zakorzenione poczucie, bardzo silne u dawnych radykałów — bardzo silne szczególniej u dawnych angielskich radykałów — poczucie praw osobistych człowieka (nie wyłączając własnych praw), jako czegoś nietylko pożytecznego, lecz poniekąd i świętego. Nie uważał, iż żądanie staje się mniej słuszne, lub mniej poważne, ponieważ odnosi się do własnej osoby. Nie dzielił żądań na egoistyczne i altruistyczne, lecz na słuszne i niesłuszne. Znamiennem jest, że skoro upominał się o swoje pieniądze, nie czynił tego nigdy z nieśmiałym cynizmem, z rodzajem wstydliwej brutalności, z jaką współczesny światowiec mamrocze coś o tem, że interes jest interesem. Upominał się o pieniądze głosem śmiałym i dźwięcznym, jak o swój honor. Gdy amerykańscy krytycy drwili i jęczeli nad jego interesownemi motywami jako nad rzeczą niską, on potrząsał swemi interesownemi motywami jak sztandarem. „Nie dbają o to“ — wykrzykuje zdumiony, „że ze wszystkich ludzi, ja najwięcej na niem tracę“ (na prawie przedruku). „Nie dbają o to wcale, że mam powód, by mówić i być słuchanym“. Rzecz, którą oni uważali za przeszkodę, Dickens przedstawia jako paszport. Amerykanie uważają, że on najmniej ze wszystkich powinien w tej sprawie głos zabierać, bo jest w niej zainteresowany. Dickens uważa, że on prze-