Strona:Głodne kamienie.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie mogia dalej mówić. Zasłoniła twarz dłońmi i wybuchnęła łkaniem.
Mój śmiech w jednej chwili zamilkł. Na myśl nawet mi nie przyszło, że to, zo zrobiłem, mogłoby być czemś innem, niż znakomitym figlem, a teraz nagle spostrzegłem, że temu wrażliwemu, małemu serduszku sprawiłem okrutny ból. Okrucieństwo moje stanęło naraz przede mną w całej swej brzydocie i potępiło mnie. Wymknąłem się w milczeniu z pokoju, jak kopnięty pies.
Do tej chwili Kusum, wnuczka Kailasa Babu, nie była w mych oczach niczem innem, jak tylko dość bezwartościowym artykułem na rynku małżeńskim, artykułem czekającym napróżno na to, aby się ktoś na niego złakomił. Teraz jednak spostrzegłem ze zdumieniem, że tam, w kącie tego pokoju, biło ludzkie serce.
Całą noc spędziłem prawie bezsennie. Byłem wzburzony. Zaraz na drugi dzień, bardzo wcześnie, wszystkie ukradzione przedmioty zaniosłem z powrotem do domu Kailasa Babu, aby je potajemnie oddać Ganeszowi. Czekałem przed drzwiami, a ponieważ nikt nie wychodził, udałem się na górę do pokoju Kailasa Babu. W korytarzu już słyszałem, jak Kusum mówiła w najserdeczniejszym tonie:
— Kochany dziaduniu, musisz mi opowiedzieć wszystko, co wice-gubernator wczoraj ci powiedział,