Strona:Głodne kamienie.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to on da dobry przykład i pierwszy się z wdową ożeni.
Szalałem z radości. Uściskałem go z całej siły i przyrzekłem mu, że, o ile idzie o potrzebne na ten cel pieniądze, wszystko dla niego zrobię. Wówczas Nabin opowiedział mi swoją historję.
A więc dowiedziałem się, że ukochana Nabina nie była bynajmniej postacią urojoną, lecz rzeczywistą. Pokazało się, że jak ja, tak i Nabin od jakiegoś czasu adoruje jakąś wdowę, o czem jednak żywej duszy nie mówił. Następnie — pisma, w których zwykły się pojawiać Nabina, a właściwie moje wiersze, dostawały się też do rąk pięknej wdowy, i wywierały również pewne wrażenie.
Jak mi Nabin wyraźnie zapewnił, bynajmniej nie miał powziętego zgóry zamiaru starać się w ten sposób o rękę swej damy. Sam mówi, że nie miał wyobrażenia, czy wdowa umie wogóle czytać, czy nie. Nie zdradzając nazwiska nadawcy, posyłał zwykle pismo pod adresem jej brata. Była to poprostu jego fantazja, ustępstwo, jakie robił swej beznadziejnej namiętności. Była to jak gdyby ofiara z kwiatów, złożona bóstwu; ofiarujący nie pyta nawet, czy bóg dowie się o ofierze, czy ją przyjmuje lub odtrąca.
Nabin starał się wyjaśnić mi przedewszystkiem, że nie miał na oku żadnego określonego celu, starając się wszelkiemi sposobami pozyskać przyjaźń brata wdowy, co mu się też ostatecznie