Strona:Fryderyk Chopin.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— zkolei być może i bardziej „nierozumiejący“ gorączkowej atmosfery artystycznej ówczesnego życia Paryża, niżby się to mogło zdawać. Zapewne był raczej „modny“, niż „zrozumiany“ — zdarza się to często na tle wielkomiejskiego snobizmu.
„Romantyczny“ patos jego wielu dzieł zdaje się nieraz jakby z zewnątrz odbitym blaskiem pożogi, z oddali nadlatującem echem lamentu. Nie w patosie tym kryje się jednak istotny czar jego muzyki. W nim to natomiast rodziły się legendy o tajemniczym człowieku, żyjącym w zaklętym kręgu duchowej samotności, niezrozumałej nawet dla Adama Mickiewicza; samotności niewątpliwej, pomimo pozorów światowca i „petit maitre’a“. W patosie tym rodziły się również baśnie o „literaturze“ jego dzieł, szpecące je poufałością i płytkiem gadulstwem starszych dam, „uczenic uczniów“ artysty, wkładających w nie obcą, banalną