Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Droga, oraz szlak urtoński, którym jechałem, były zupełnie niezaludnione, gdyż w tych okolicach tubylcy, nastraszeni potyczkami i ciągłemi rekonesansami mongolskich i rosyjskich oddziałów, zwinęli urtony i koczowiska i odeszli w góry, gdzie, nie bacząc na nagą i pustą okolicę, umieją się kryć i znikać bez śladu.
Dzięki tym okolicznościom przejechałem około 350 kilometrów przez bezludną część środkowej Mongolji w granicach chanatów Sain Noin i Tuszetu.
Dało mi to możność uczynienia szeregu spostrzeżeń nad miejscową, nader interesującą fauną.
Spotykałem coraz częściej olbrzymie stada antylop mongolskich (gazella gutturosa oraz gazella subgutturosa). Niektóre z tych stad liczyły po 5000 sztuk.
Na skalistych zboczach gór widziałem nieraz grupy dumnych i ostrożnych argali (ovis ammon), niewielkie stada antylop piżmowych (gazella Cabarga); w gaikach, schowanych w głębi wąwozów, szare, bystre dziki (sus scrofa) z brunatnemi pręgami na grzbietach, zawzięcie ryły ziemię; na wysoko położonych pastwiskach „alpejskich“ wspaniałe jelenie — vapiti — żerowały, lub schodziły niżej i chciwie lizały białe plamy zwietrzałej soli, wykwitającej, jak szron, na ziemi. Kilka razy na widnokręgu za-